40 zł podwyżki po 33 latach pracy

10 lat temu wyjechałam z rodzinnego miasta i przeprowadziłam się z mężem do miejscowości obok. Skończyłam zasadniczą szkołę zawodową jako kucharz i zaoczne liceum. Pracowałam i uczyłam się w tym czasie. Mój zawód to starszy kucharz. Pracowałam w restauracji w miejscowości obok, chwilę w przetwórni z makaronami. A teraz pracuję tu - w domu pomocy społecznej ( dalej: DPS ) - 33 lata. Przygotowuję posiłki dla osób starszych. Obsługuję stołówkę. Mam umowę o pracę. Od początku miałam etat. Zarobki są bardzo małe – najniższa krajowa. Przez te wszystkie lata podwyżka była na poziomie 30-40 zł. Nie wystarcza na życie. Dorabiamy – jak każdy - wesela, komunie, imprezy okolicznościowe, chrzciny. Przez znajomych znajduje zlecenia na weekendy. Nie zawsze mogę to robić, bo pracuję też stale w weekendy. Trzeba prosić o wolne i zależy od kierowniczki. Jak są osoby konfliktowe, to jest trudno. Piszą z góry o weekendy wolne, i my musimy pracować, a ustawowo co trzecia powinna być wolna. Ustawowo mam jedną niedzielę wolną. Kto kogo ubiegnie i złoży karteczkę o wolny weekend, ten ma.

Raz korzystałam z pomocy społecznej, jak robiłam dach, to dostałam połowę – 300 zł na naprawę. Drugą połowę musiałam dołożyć. Za duży mamy dochód, żeby korzystać z pomocy społecznej. Mam dwoje dzieci. Są już na swoim. Mieszkam z mamą. Jest samodzielna. Musiałam cały czas ratować się kredytami i pożyczkami. Mam zdolność kredytową. Rozkładam spłatę większej kwoty, np.: 20 tys. zł, na dłuższy okres. Miałam trochę oszczędności, więc wykupiłam z mężem mieszkanie komunalne w 2014 roku. Mąż zmarł 10 lat temu. Poprzedni lokatorzy wykupili to mieszkanie od gminy za 46 tys. a ja odkupiłam od nich za ok. 100 tys. - ok. za 52,9 m.kw. Nie stać by mnie było na najem: opłacenie stancji i mediów, nie dałabym rady, a tak spłacam kredyt i już jest moje. Mam raty miesięcznie 673 zł. Mieszkanie jest bezczynszowe. Mam do tego podstawowe wydatki: chemia, ubrania. A jak brakuje, to proszę siostrę o pomoc, która może mi pomóc. Moja mama ma emeryturę, ale nie biorę od niej pieniędzy. Do niczego się nie dokłada.

Jak mój mąż zmarł, dzieci kończyły 18 i 16 lat. Syn uczył się i dojeżdżał do szkoły, córka tak samo. Musiałam dać radę. Pamiętam, że synowi brakowało 10 gr do autobusu, to mówię: dziecko idź do tańszego. Potem wyjechał do Londynu, bo naprawdę było krucho. I pomagał mi. Miałam przeróżne myśli. Chciałam się przyjąć do szpitala w innym mieście, bo byłoby lżej, ale zarobki na takim samym poziomie. Lepiej, że byłyby noce, bo noce są lepiej płatne. Dzień byłby wolny, więc można by było dorobić więcej. Na kuchni jest ciężko: gorąco, ciężkie gary, trzeba dźwigać. Zawód kucharza jest ciężki i niewdzięczny. Ale są „trzynastki”. Popołudniówki już nam zabrali, czyli praca od 16:00 do 19:00 – inaczej płacone – lepiej. Pracuję po 12 godzin. Są „ósemki” - osiem godzin, 4-5 razy w miesiącu, a reszta „dwunastki”, bo inaczej nie obstawi grafiku. Jest za mało ludzi. W DPS jest 80 osób i sama muszę zrobić kolację. Myślę, że to nie jest zgodne z prawem ani z BHP ( przyp.: Bezpieczeństwo i Higiena Pracy ). Ogłaszamy, ale nikt nie chce przyjść do pracy za te pieniądze. To jest odpowiedzialna praca i nikt nie chce się podjąć. To jest i pisania dużo, praca fizyczna i umysłowa. Chodzi o przepisy HCCP ( przyp.: system zarządzania bezpieczeństwa żywności ) i Sanepidu ( przyp.: Państwowa Inspekcja Sanitarna ) – każdą potrawę jaką podajemy musimy opisać, w jakiej temperaturze podajemy, jak przyjmujemy towar – czy jest w dobrym stanie, czy jest data ważności, czy nadaje się do spożycia, temperatury w lodówkach, śniadanie opisujemy - co dla kogo idzie, w jakiej ilości, żeby oddziały miały lżej; chemia, jakiej używamy: jak, czym dezynfekujemy, kto; i podpisujemy się.

Bardzo chętnie wyjechałabym. Byłam za granicą we Włoszech trzy miesiące jako opiekun starszych ludzi. Miałam taką panią – małżeństwo - na Sycylii. Nauczyłam się sama podstaw języka, poziom komunikatywy, ale niestety musiałam wracać. Dzieci jeszcze nie były samodzielne i nie mogłam dostać więcej bezpłatnego urlopu. Dyrektor nie chciał się zgodzić, a nie chciałam zostawiać tej pracy. Zostawię to wszystko może jak babcia odejdzie, to wtedy. Może… Myślę, żeby sprzedać to mieszkanie. Przenieść się bliżej większego miasta. Żyjemy w takim kraju, że w takim małym mieście wszyscy widzą i wiedzą. Wstaję rano - widzą, że idę do pracy albo nie idę i pytają czy wolne mam. Wszystko ich interesuje. To nie jest zgodne z moim sumieniem i nieetyczne, żeby po prostu się zamknąć i nie odzywać, jeśli ktoś grzecznie spyta: gdzie idziesz, skąd idziesz. I to jest męczące.

Mam oparcie w dzieciach, rodzinie, przyjaciołach, sąsiadce. Nie jest źle. Obym miała zdrowie. Bo to jest najważniejsze. A rzeczy materialne i pieniądze nie są ważne. Wiara, miłość, zgoda… A Bóg daje siły w każdej sytuacji. Boli mnie coś, pomodlę się: Boże, daj siłę, żebym szczęśliwie wstała do pracy, abym przespała noc, szczęśliwie wróciła do domu, daj siły moim dzieciom, zdrowie. Bo jak mam zdrowie, to zarobię te pieniądze i jestem szczęśliwa. Dobre słowo od bliskich - to jest najważniejsze. Chodzę do kościoła. Mam zaufanie. Nie zajmuje się tematem afery pedofilii w kościele. Czytam dużo, ale nie komentuję. Nawet z najbliższą rodziną nie rozmawiam o tym, bo dla mnie to jest drażliwy temat trochę. Kościół łączy się z polityką. Kościół to powinien być kościół, a na kazaniach pewne sprawy nie powinny być poruszane. Widać zmiany w kościele, mniej ludzi chodzi, bardzo źle się wypowiadają o księżach. A teraz to już w ogóle… Odpychają wiernych od kościoła sami księża, młodzież, dzieci. Takie są tematy w kościele, że tego nie powinno być. Dziecku zadaje pytanie, a ono nie wie czy może odpowiedzieć czy nie. Np. zadają pytanie na religii: dlaczego mamusia z tatusiem nie śpi, tylko się kłócą. Dlatego nie wolno nic mówić w domu przy dzieciach. Pewne sprawy są tabu.

Dziękuję Bogu za to, co mam i za tą pracę. Mimo że mało zarabiam, ale jest ona na cały etat, stała. Wiem, że można zmienić, ale coś mnie powstrzymuje. Pracownik fizyczny jest źle wynagradzany, za nisko, i jest poniewierany całe życie. Bo ten, co trochę wyuczy się, nawet może bardziej umie się wysłowić… A pracownik fizyczny w moim odczuciu tak ma. Odczuwam to nawet w pracy. I to jest przykre. Warunki u nas w Polsce powinny być takie, że pracownik fizyczny powinien pracować krócej – nie do 60 lat. Mam 36 lat pracy i jeszcze brakuje mi 10 lat do emerytury. To jest bardzo dużo. A są zawody, gdzie przepracuje 25 lat i idzie na emeryturę. Albo furtka powinna być taka, że ważne ile przepracujesz, bo lata pracy mamy, tylko wieku jeszcze nie. Cały czas dzieci mi sugerują, że powinnam zmienić pracę, żebym swój biznes otworzyła, np.: pierogarnię. Niestety, żeby coś zmienić trzeba mieć pieniądze. Moja córka skorzystała z dotacji z urzędu pracy. Jest kosmetyczką. Jest zadowolona. Skończyła pedagogikę ze specjalizacją logopedyczną i nie pracuje w swoim zawodzie. Myślałam o tym, ale trzeba mieć lokal, pieniądze, warunki. Teraz nowoczesny sprzęt jest bardzo drogi: są kuchenki, są patelnie, piece parowe. Na sam sprzęt trzeba mieć ok. 60 tys. zł. To jest bardzo drogie. Myśmy myślały z koleżankami, z którymi pracujemy, we trzy. No, ale to spółki są… Teraz myślę, że może na emeryturze wyjadę za granicę. Może tam się jakoś człowiek zaczepi. Może opiekuna medycznego jeszcze zrobić, bo teraz tylko dokument jest potrzebny. Chociaż do nas do pracy kilka osób zostało przyjętych bez wykształcenia i dobrze sobie radzą. W urzędzie pracy nie ma dla nas oferty, żeby zrobić nieodpłatnie kurs, są tylko dla bezrobotnych. Mogę się zwolnić z pracy albo sama zapłacić za kurs.

Ze środków europejskich skorzystałam: poszłam do liceum mniej więcej 5-6 lat temu. To był nacisk dyrektora, bo powiedział że nas zwolni, jak nie zrobimy szkoły. Tylko ten jeden raz skorzystałyśmy z projektu. Jeśli ktoś chce pracować, to znajdzie pracę. Oferty są: dorywczo sprzątanie mieszkań, opieka nad osobami starszymi. W okolicach jest opieka, nawet w weekendy. Można mieć stałą pracę: w gastronomii, mycie okien, sprzątanie, opieka. Praca jest raczej na godzinę. Wynagrodzenie 15-20 zł - zależy od lokalizacji. Jak ktoś chce, to zarobi. Nawet w polu sezonowo: truskawki, porzeczki, maliny. Telefony się urywają, ale za mało płacą i nikt nie chce pracować. Pierwszy raz nie poszłam w pole w tym roku, dlatego że w pracy dwie koleżanki są na zwolnieniu i jestem po zabiegu dwóch rąk.

Coraz starsza jestem, boję się. Muszę dbać o zdrowie. A i tak przesiedziałam 8 miesięcy na zwolnieniu. Od dźwigania miałam zespół cieśni, czyli nie miałam siły w palcach. Nie mogłam się ubrać, biustonosza założyć, szklanki wziąć do ręki, bolało mnie, puchły mi ręce po nocy. A teraz już szczęśliwa jestem. 10 lat za późno poszłam. Mam jeszcze nacisk w kręgosłupie. Kręgosłup siada teraz. Łatwo było mi się dostać do lekarza, bo znajomy mi załatwił skierowanie na badania. Bo inaczej myślę, że bym bardzo długo czekała. Potem rehabilitacja już bez załatwiania. Czekałam niewiele ponad miesiąc. Miałam też napięcie mięśniowe. To bierze się ze stresu.

Moja praca jest bardzo stresująca. Dlatego nikt nie chce tu pracować. Jeśli coś się stanie, to prokurator już wchodzi. Teraz musimy wszystko opisywać. Nie ma już próbek tzw. pokarmowych, tylko teraz dietetyczka robi jadłospis na 10 dni, wysyła do Sanepidu i on wylicza ile tam jest kalorii. A tak przyjeżdżali, robili naloty, brali próbki pokarmu w odpowiednie pojemniki, badali i na tej podstawie wyliczali kalorie. Jest to ważne pod względem kalorycznym, kolorystycznym i smakowym. Teraz jest łatwiej. Tylko jest dużo dokumentacji. Jestem w związku zawodowym tylko na nasz zakład pracy. Nic nie robi. Pisałyśmy pismo do starosty o podwyżki. Organizują jakieś grile. Nie powiem, bo jak dzieje się krzywda, to są pomocni, udzielają rad, kredytu, jeśli jest bardzo ciężko, nawet bezzwrotnie. Dużo rozmawiają w cztery oczy. To jest takie wsparcie. Jest pomoc psychologiczna, bo możemy chodzić do psychologa, który pracuje u nas. Mało osób korzysta, bo znamy się, a jednak najlepiej chodzić do obcego.

Uważam, że ta rozmowa zupełnie inaczej wygląda. Korzystałam kiedyś. Bardzo pomogło. Chodziłam razem z dziećmi, bo mój mąż się powiesił. Ciężko było mu rozstać się z mamą. Po przeprowadzce przespał w nowym mieszkaniu jedną noc. Pojechaliśmy na chwilę po telewizor, po komputer. Pępowina nie mogła się po prostu przeciąć. Jestem wdzięczna. Bardzo dziękuję jej za pomoc psychologiczną. To wraca, ale z pozytywną energią, że muszę sobie poradzić. Tak umiała nas ukierunkować. Wiedziałam to od początku i uczyłam tego dzieci, że trzeba sobie poradzić. Nie trzeba dolewać oliwy do ognia, tylko rozmowa, nie trzeba krzyczeć, problemy się rozwiązuje. Jeli nie mogę sama sobie poradzić, mam przyjaciół, rodzinę, dzieci. Rozmawiamy bardzo dużo. Nie mówię, że nie ma problemów, bo są przeróżne. Nie płakałam już bardzo dawno, bo płacz nie pomoże. Zmartwienia były, i są, i będą, ale jak ma się kogoś blisko, to nie sądzę, że źle będzie. Zaufanie to jest najbardziej dla mnie atut. Tego uczyłam dzieci i to jest najważniejsze. I po tym psychologu lubię pomagać ludziom. To mi imponuje. Co mogę, to pomogę. Dużo chorowałam, ale chyba te moje modlitwy. Piszę nawet do Matki, do Fatimy tam. Jakoś mi to pomagało. Byłam w szpitalu bardzo często, bo mam chore nerki, ale ta dobroć chyba wraca. Nie miałam problemów z lekarzami. Tak to odbieram, że zło wraca ze stokrotnym uderzeniem, a dobro tak samo. Lekarze zajęli się mną pod każdym względem bardzo dobrze, ale myślę, że ja to uprosiłam.

Głosuję w wyborach. Nie mam partii, na którą głosuję. Jestem bezpartyjna. Mam swoje zdanie, ale konkretnej stałej partii nie mam. Wcześniej to Platforma Obywatelska, na Prawo i Sprawiedliwość na pewno nie. Nie mogę sobie tego wyobrazić, że to rozdawanie pieniędzy 500+ jest po prostu… Leżą pieniądze na ziemi, a chodzą i żebrzą. Mi zawsze odmawiali. Najpierw do wójta, a potem do naszego burmistrza zwracałam się o pomoc. Nigdy nie dostałam dożywiania ani pieniędzy oprócz tych, co na dach, bo mi zawsze dochód przekraczał. Dzieci nie miały renty ani nic po ojcu. Przez rok tylko jako matka samotnie wychowująca brałam 180 zł na dziecko. Dla osób w mojej sytuacji wynagrodzenie minimalne powinno być 2 500 zł na rękę. W porównaniu, pielęgniarka idzie na jedną noc i ma 300 zł. I żeby lata pracy się liczyły, bez względu na wiek. Jak pójdę na emeryturę, będę miała 46 lat pracy. To jest stanowczo za dużo. Będzie czas odpocząć, wyjechać, zająć się wnukami w przyszłości. Po 50-tce się człowiek sypie. Do 50. roku życia chorowałam cały czas. Mam 51 lat. Dobrze będzie, nie załamuję się. Nie lubię PISu, tego gadulstwa, że jedna partia na drugą wiesza psy, skaczą sobie do oczu. To wszystko można dialogiem rozwiązać. Coś się wydarzy - to jeden do drugiego. Jest wolność słowa, ale bez przesady: co się nie pojawi, komentarz od razu. I stanowczo za dużo zarabiają. Są już w wieku emerytalnym, ale zawieszają ( przyp.: emeryturę ) i pracują. Co ma zrobić w domu? Będzie siedział z kotkiem? W PO podobało mi się, że dało się z nimi rozmawiać. Miałam okazję rozmawiać z jedną posłanką wielokrotnie – bardzo mądra, życzliwa. Nie mówię, że wszyscy są niemądrzy, ale… A po tych wypowiedziach ich można stwierdzić, że są szkoleni, uczeni, a kultury zero. PIS kultury zero ma. PO też nie brakuje… Wcześniej więcej czytałam i oglądałam, a teraz to w ogóle nie oglądam. Po pierwsze nie mam kiedy. Przejrzę internet i wystarczy. I te komentarze cudne. Wolę się pomodlić. Politykę przełączam. Babcia jeszcze jak zobaczy, to już w ogóle przełącza. Ostatnio głosowałam na Kukiza spontanicznie, bo nie wzięłam okularów, nie widziałam za bardzo. Szłam z pracy. Po rozmowie jeszcze z synem – „na tych Platfusów to nie głosuj”. „Na PIS też nie, to na kogo?”. „Na muzykanta”. Tak się znam, jak i on.

Mój autorytet to nasz papież - Polak. Dla mnie to on jest najlepszym ojcem. I tylko wzorować się. Często go słucham, czytam, rozmawiam z nim oczywiście. Chociaż Franciszek jest podobny. Wcale nie jest gorszy. Trzeba wiedzieć komu zaufać i dobrze ulokować uczucia. Pomodlę się i wierzę, że ta siła wyższa działa. Żeby nie on, może to inaczej by się potoczyło. Zawsze się modliłam, ale zaczęłam częściej chodzić do kościoła i zawierzać od momentu jak mąż zachorował. Chorował na psychozę paranoidalną. Staram się wychować dzieci na grzecznych, mądrych, spokojnych ludzi, żeby nikt w życiu przez nich nie płakał, i żeby rozwiązywały problemy, jak jestem i jak mnie nie będzie, i żeby szanowały drugiego człowieka, były wrażliwe na ludzkie nieszczęście, pomagały. Wysyłamy smsy na chore dzieci. Chcę, żeby pomagały bezinteresownie na ulicy. Jak zostaje nam jedzenie, to pomagam, zawożę. Pieniądze: ile mam, to dam. Ubrania oddaję. Wady mam i zalety, ale trzeba zapomnieć i iść dalej, do przodu. Co niektórym to się nie podoba. Kiedyś bardziej byłam wybuchowa, teraz wolę pomilczeć sama nawet. Jak ktoś mnie widzi, mówi do mnie, przeklina, obraża, staram się spokojnie do tego podejść. Odmówię „Pod twoją obronę…” i przechodzi. Wolę się pomodlić za tę osobę, jak wiązankę jej posłać. Mam takie podejście. Staram się uspokajać atmosferę w pracy czy w domu. Nie podgrzewać jej.