Nasze wybory

Każdy z nas chyba najczęściej odczuwa wolność jako możliwość wyboru. W zasadzie wybieramy non stop, czasami te nasze wybory są dla nas tak oczywiste i/lub tak automatyczne, że nie wiemy, że wybieramy.
Dlatego tak bardzo wkurza mnie fakt niskich frekwencji wyborczych w Polsce! W związku z tym, że jestem po 50-tce, pamiętam jeszcze czasy “jedynych słusznych wyborów” i nie mogę się ciągle nadziwić, że jako społeczeństwo tak masowo uciekamy od wolności wyboru. Sprawdziłam statystyki, poza wydarzeniami przełomowymi (1989) w wyborach parlamentarnych rzadko udaje się przekroczyć 50%. Więcej emocji budzą wybory prezydenckie (chociaż w praktyce są mniej istotne) bo wtedy zazwyczaj frekwencja jest wyższa.
Wyobraźcie sobie, że około połowy z nas nie chce decydować kto będzie w Polsce rządził! Zazwyczaj przed i po wyborach wypytuję znajomych czy się wybierają albo czy głosowali. Jest mi przykro słuchać tych wszystkich wymówek: _i tak już wiadomo kto wygra, jakoś_mieliśmy inne plany na ten dzień, właściwie to nie miałem na kogo głosować, _ itp. Za to po wyborach jest mnóstwo osób chętnych do krytykowania: władzy, opozycji, głupiego narodu, który tak wybrał.
Akurat teraz u steru władzy jest opcja polityczna, za którą nie przepadam (bardzo łagodnie powiedziane) i można sądzić, jak twierdzą niektórzy na podstawie sondaży, że jest już pozamiatane. Jednak wierzę w to, że wygrywają Ci wyborcy, którzy nie uciekają od własnych wyborów. Mi po prostu łatwiej byłoby przyjąć wyniki wyborów - jakie by one nie były - gdybym wiedziała, że tak chciała większość Polaków, a nie 50% z 50%!
Przewidywania są takie, że w najbliższą niedzielę do urn pójdzie rekordowo dużo ludzi. Niech tak będzie. Ruszcie tyłki i zagłosujcie! To właśnie jest dialog.

Has Likes

Witamy po wyborach @Stefa - jak się czujesz z wynikami?

Jestem zaskoczona, że frekwencja była tak niska - stałam 2 godziny w kolejce w Berlinie, a po mnie była ona jeszcze dłuższa, więc dałam się ponieść iluzji, że w tym roku elektorat się zmobilizował i naprawdę chcemy głosować. Może bardziej zależy nam na tym, paradoksalnie, za granicą, niż w kraju - bo znowu nie dobiliśmy do połowy!

Nigdy też nie spotkałam się z takimi wymówkami, jak inne plany - u mnie w domu głosowanie było obowiązkowe, i zdarzało się zwykle obok planów, bo przecież nie jest tak trudno ich pogodzić.

Jak myślisz, skąd ta polityczna i obywatelska apatia? Czy obserwujesz ją wśród swoich rówieśników, czy osób w każdych grupach wiekowych? Ciekawe, czego chce niegłosująca połowa narodu - czy jest im wszystko obojętne, czy ich zgorzknienie wynikające z tego, jak Polska się rozwija, zawładnęło resztą?

Szkoda, ze nie mozemy sobie pogratulowac dzisiaj ani wyników, ani frekwencji.

No cóż, wyniki raczej nie są zaskoczeniem. Miałam nadzieję, że PiS nie będzie miało większości sejmowej. Za to Senat odbity.

Staram się patrzeć na rzeczywistość pogodnie. Bardzo mi się podobał komentarz Adama Michnika cytującego L. Kołakowskiego „Żadne zwycięstwo nie jest ostateczne, żadna porażka nie jest definitywna”.

Cieszę się, że mimo wszystko Sejm się trochę zmieni, pojawią się nowe osoby, to pozytyw.

Jeśli chodzi o frekwencję, to na nasze warunki niby wysoka. Dla mnie – nie. Pytasz skąd obywatelska apatia?

Większość jednak poszła. Chyba zawdzięczamy to ładnej pogodzie J.

A 40% nie poszło. Myślę sobie, że to kwestia świadomości, a ściślej jej braku.

Część nie poszła bo uznała, że wynik jest przesądzony i nie wie jakie są zasady dzielenia mandatów, czyli im więcej dany komitet uzyska głosów, tym więcej otrzyma mandatów. Ma więc znaczenie z jaką przewagą dane ugrupowanie wygra lub przegra.

Kolejna grupa nie głosuje bo nie czuje, że dla ich konkretnych losów istotne jest kto rządzi. Tu zapewne podgrupa –„ i tak wszyscy kradną”.

No i grupa wygodnych – „wystarczy, że pójdą inni”.

To duże uproszczenie, pewnie jest to bardziej złożone.

Przyjmuję, że jako społeczeństwo uczymy się obywatelskości.

Wokół mnie prawie wszyscy głosują. Stąd pewnie moje oczekiwanie, że to powszechne –niestety ulegam ciągle jeszcze złudzeniu, że Ci wokół mnie są reprezentatywni. Okazuje się, że nie.

Pzdr,

Stefa

Has Likes

A ja trochę nie rozumiem, skąd to ciśnienie na ‘frekwencję’. Nie każdy się interesuje polityką, to po prostu fakt. Może tam kojarzymy PiS, PO(KO), ale generalnie, żeby znać program, postulaty, to już nie każdy. Ba - mniejszość. A jeśli ktoś ma głosować na podstawie jakichś niejasnych przesłanek - co za różnica, czy będzie głosował w ogóle? Można byłoby równie dobrze zrobić losowanie.

PS. Michnik to średni autorytet do cytowania. Kołakowski bardziej, zaiste. Zatem może jednak byłoby milej od razu przejść do autora danej myśli, aniżeli do wątpliwej, a już na pewno kontrowersyjnej sławy cytującego.

Cześć,

Raczej nie chodzi mi o frekwencję dla frekwencji tylko o to, żeby ludzie dokonywali wyborów. To oczywiście wymaga pewnego wysiłku. Nie trzeba być super obeznanym politycznie, żeby wiedzieć jaka opcja polityczna jest zbieżna z naszymi poglądami, a do jakiej jest nam bardzo daleko.

Ludzie kupując coś przez internet spędzają godziny porównując oferty i produkty, żeby tylko kupić najlepsze i najlepiej najtańsze. A rzadko, który produkt tak bardzo wpływa jednak na nasze życie jak rządzący krajem.

A jeśli chodzi o cytaty, to rozumiem, że bardziej chciałeś wyrazić osobisty stosunek do Panów. Rozumiem. Ja akurat cenię obydwu.

Timonie, bardzo ciekawy głos. Odnośnie wyborów i demokracji. Wydaje mi się, że uczyniliśmy z tych dwóch słów coś na kształt “świeckiego bożka”. Mam dość krytyczny stosunek do całego tego cyrku zwanego kampanią wyborczą, choć z racji zainteresowań i po części z uwagi na pracę zawodową obserwuję co się dzieje w tej politycznej nawalance. Mam jasno sprecyzowane poglądy polityczne, na wybory chodzę, ale jednocześnie daleko mi od wyrażania radości ze “święta demokracji” i uważania tego za obywatelski obowiązek. Demokracja parlamentarna obarczona jest licznymi wadami, największą jest moim zdaniem to, że to tak naprawdę jedna wielka iluzja i konkurs w manipulacji masami. Co wybory zastanawiam się czy nie należy tego olać, jednak wygrywa we mnie przyzwyczajenie i wkładana do głów od 30 lat propaganda, że “Twój głos ma znaczenie”