Nie lubię gdy ktoś patrzy na mnie z góry

Jeśli chodzi o tę pracę, którą teraz wykonuję, to pamiętam, że mama podesłała mi ogłoszenie. Szukałem pracy między semestrami, a studiowałem wówczas już w Berlinie. Moja mama przez wiele lat opiekowała się osobami starszymi w Niemczech i widziała gdzie szukać. Ten człowiek, z którym zacząłem pracę, to był naprawdę trudny przypadek, na tyle trudny, że przede mną próbowało już kilkanaście osób! Przez jego agresywne zachowania ciężko było dobrać do niego odpowiedniego opiekuna. Zdaje się, że kiedyś nawet kogoś pobił. To był chłopak z zespołem Downa, ale był agresywny tak dla innych jak i dla siebie. Nikt nie chciał z nim pracować, a mnie jakoś zaakceptował i do dzisiaj z nim pracuję. Mimo jego znacznej niepełnosprawności i związanymi z nią trudnościami, daliśmy radę. Czyli w sumie ta praca był przypadek. Droga wybrała mnie.

Pochodzę z kilkunastotysięcznego miasteczka w województwie lubuskim, gdzie się wychowałem. Na emigracji jestem już w sumie dwanaście lat, przed Berlinem jeszcze dwa lata byłem w UK, ale tam było stricte zarobkowo. Odkładałem na studia. Mam tutaj w Berlinie takiego znajomego, z którym całkowicie nie zgadzamy się co do poglądów naszych na Polskę. Zawsze kiedy się widzimy, to iskry lecą. Ja go trochę wrzuciłem do szufladki, pt. Czytelnik Wyborczej i Polityki. Mam takie poczucie jakby patrzył na mnie z góry, bo mam inne poglądy niż on, a on „ma zawsze rację”. Powołuje się na autorytety i nie ma z tym żadnej dyskusji, nie można tego w jego ocenie w ogóle kwestionować. A mnie w takiej sytuacji uruchamia się mechanizm obronny. Staram się kwestionować pewne rzeczy, żeby je przemielić, przerobić, przetrawić. Wykonuję jakąś pracę analityczną, żeby to sobie jakoś wytłumaczyć. Sposób w jaki on przedstawia mi swoje racje jest bardzo agresywny, narzucający. Nieszanujący zdania drugiej strony. Patrzenie na innych z góry, to coś co mnie najbardziej wkurza. Tak i tak masz myśleć i koniec dyskusji. To jest coś, co wzbudza we mnie czasem nawet agresję. To mój mechanizm obronny. Kiedy czuję się atakowany, wówczas odpowiadam tym samym językiem. I stąd może się wydawać, że czasem brzmię jak radykał, ale nie jestem radykałem. Można mnie przekonać, o ile nie traktuje się mnie z góry.

Chodzę na wybory, bo czuję się, mimo już dwunastu lat na emigracji, w jakiś sposób odpowiedzialny za Polskę. Chociaż nabrałem już nieco więcej dystansu do spraw politycznych, to wciąż strasznie wkurza mnie w politykach, że nie mówią nigdy wprost. Każda partia ma swoją linię i politycy muszą się jej trzymać. Jak tylko widzę gdzieś polityków, to wyłączam TV, bo mam do nich baaardzo ograniczone zaufanie. Ale problem w tym, że oni nie są w stanie mi nic ciekawego powiedzieć. Odpowiedzi szukam raczej gdzie indziej u publicystów, badaczy. Politycy strasznie rozczarowują w kwestii wyjaśniania realiów. Najgorsze, że nawet gdyby chcieli coś sensownego powiedzieć, czy zdziałać, to często są ograniczeni przez politykę swojej partii. Oczywiście tak jest wszędzie, nie tylko w Polsce, ale tu mnie to boli, bo mam z Polską więź. Głosuję na PiS, ale z wieloma zastrzeżeniami. Bardzo wkurza mnie plemienność partyjna u nas. Racjonalne argumenty nie mają racji bytu, a wszystko rozgrywa się na płaszczyźnie emocjonalnej. Może nie jest to jeszcze skrajne, ale to idzie w takim kierunku, że ludzie przestają ze sobą rozmawiać, bo emocje sięgają zenitu. Jak we Włoszech czy na Węgrzech, że rodziny nie są stanie ze sobą wytrzymać, bo polityka ich różni. To jest straszne. Politycy grają na naszych emocjach i wykorzystują je do swoich celów, a my się temu poddajemy. Brak w tym merytoryki. Teraz wybuchł skandal, że jakiś polityk umieścił znak Polski Walczącej na tle tęczowej flagi. Wielka afera o coś tak nieistotnego; skandal i oburzenie. Szuka się teraz skandali, żeby odwracać zainteresowanie mas od rzeczy kluczowych. To co ważne jest maskowane a zajmujemy się pierdołami. I tak od 30 lat. Coraz trudniej daje się weryfikować fakty, w dobie fakenewsów. Kiedyś dawno temu głosowałem na Platformę Obywatelską. Kiedyś wierzyłem, że PO i PiS jako partie postsolidarnościowe, będą zmieniać Polskę, ale bardzo rozczarowałem się co do PO. Mieli okazję wszystkie stare sprawy pozamykać. Byłem rozczarowany, że nie dogadali się razem i zrozumiałem, że nie chodzi tu o to, żeby służyć dobru ogólnemu, tylko o realizację swoich interesów. Nie chodziło o reformowanie kraju. Byłem wtedy bardzo rozczarowany. Teraz mam wrażenie, że coś się zmienia i to są ważne zmiany. Często te zmiany są przeprowadzane nieudolnie, ale coś w końcu się dzieje. Próbują coś zmienić. Przełamano myślenie, że się „nie da". Okazuje, że można wiele i robią to. Według mnie to pogarda pogrążyła poprzednią władzę. Ci spośród moich znajomych, którzy głosują na PiS wspominają ten czynnik właśnie na pierwszym miejscu. Inna sprawa, że masy żyły przez lata w takim letargu, z którego PiS je swoimi działaniami wybudził, dając sygnał "Jesteście członkami tej wspólnoty, jesteście obywatelami, nie zapominamy o Was” Chcemy, żebyście uczestniczyli w tym społeczeństwie." Myślę tu głównie o tych socjalnych działaniach. Ludzie widzą, że klasa polityczna w końcu się nimi zajęła. Tą masą, która była wcześniej wyłączona. Żeby poczuli się członkami wspólnoty. Żeby nie byli tylko szarą masą, której nikt nie reprezentuje. Opozycja nie ma wciąż sensownego programu, który mógłby konkurować z obecną władzą, a hasła: Odsunąć PiS od władzy. PiS niszczy Państwo, PiS wyprowadzi nas z Uni Europejskiej itp już się przejadły i nikt tego nie słucha.

Rafał 36
Pracownik socjalny-opiekun
Berlin-Lubuskie