Cześć, @Barbio. Poruszasz ciekawy temat, i jestem zaskoczona, że kogoś w Polsce ominęła gorączka pieniądza - jak to było z Twoimi rodzicami? I czy uczysz w szkole prywatnej, czy publicznej?
Rozmawiałam kiedyś o pracy nauczycielki z @RysiekLu - ciekawe, jak widzisz jej refleksje nt waszej profesji?
https://edgeryders.eu/t/edukacja-edukacja-edukacja
Pamiętam, że swoje studia przeżyłam za takie pieniądze, za które teraz mogłabym wynająć pokój poza centrum i zapłacić, możem za telefon. Jakimś cudem to wciąż było możliwe do 2011 roku, 600 zł miesięcznie - i jedzenie z domu. Nie było lekko, czasami dorabiałam, wtedy w restauracjach płacono 3zł za godzinę, bez umowy, a jak chciałam urlop na wielkanoc, to szef mnie zwolnił i nie zapłacił mi za miesiąc. Nie wiem, jak to zrobiłam, ale z domu wyszłam z ciężką nauką, że trzeba oszczędzać, odkładać i zarabiaćm choćby nie wiem co. Jesteśmy klasą średnią, ale na pierwszego laptopa musiałam zarobić jako nastolatka sama.
Nie wiem, jak się z tym czuję - z pewnością nauczyłam się sporo nt wartości pieniądza, do tego stopnia, że bardzo ostrożnie z nim postępuję. Ale też bez przerwy dostosowuję swoje oczekiwania do realiów i uczę się walczyć o swoje. Myślę, że na to nigdy nie jest za późno - z drugiej strony cieszę się też, że skoro tak niewiele mogłam kupić jako młoda osoba, nie mam teraz potrzeby tego zmieniać. Telefony powinno się zmieniać co 5 lat, podobnie z laptopami, a jeśli się umie, to dłużej. Konsumeryzm to rzecz, do której raczej nie warto aspirować.