Czym jest dla mnie aktywizm lokatorski?

Eksmisja jest po dwudziestu pięciu latach obowiązywania w prawie lokalowym jednym z symboli III Rzeczypospolitej. Kiedy minister Barbara Blida uzasadniała wprowadzenie go w życie nawet nie ukrywała, że staje w obronie interesów właścicieli zasobu mieszkaniowego. Wmawiała, że eksmisja dotknie marginalnej liczby osób, która celowo nie płaci za czynsz i żyje na koszt reszty lokatorów. Społeczeństwo polskie zaakceptowało eksmisje jak coś oczywistego. Nie można było tolerować osób unikających opłat za mieszkanie.

Narracja o tym, że dach nad głową jest takim samym towarem jak asortyment wystawiany na półkach w sklepie przyjęto na początku lat 90-tych bez dyskusji. Politycy, dziennikarze, publicyści, także osoby ze sfery nauki uzasadniali wycofanie się państwa ze wspierania taniego budownictwa jednym prostym zdaniem: „Czasy PRL-u minęły”. Teraz będziesz miał mieszkanie, jeśli będziesz miał dobrą pracę, a jeśli ją utracisz, niezależnie od przyczyn musisz wynająć na wolnym rynku. Ta prostacka, antyhumanitarna filozofia jest powodem obecnych patologii w społeczeństwie. W pierwszych latach obowiązywania ustawy Blidy widać było efekty tego, co zostało przez rząd SLD-PSL wprowadzone. Zarządzający zasobem mieszkaniowym krezusi systemu kapitalistycznego chętnie pozbywali się z mieszkań słabych, chorych, niepełnosprawnych, rodzin i samotnych matek z dziećmi. Po opróżnieniu mieszkania często stały puste. Kamienice komunalne wielu polskich miastach nieremontowane latami przez celowe zaniedbania władz stały się celem deweloperów oraz oszustów. Przy aprobacie władz centralnych i lokalnych zaczęli przejmować budynki w ramach prywatyzacji oraz reprywatyzacji. Budynki będące w złym stanie były burzone (wszak grunta były istotniejszej), inne remontowane nie dla dotychczasowych lokatorów, ale dla nowych, z dużym portfelem. Po starych mieszkańcach nie zostawało nic poza wspomnieniem. Wiele z nich walczyło i nadal walczy o prawo do dalszego zamieszkiwania lub do innego lokalu komunalnego. Niestety władze samorządowe robią wszystko celem niezaspokajania potrzeb mieszkaniowych. Chętniej działają w interesie branży deweloperskiej. Sprzedając im po okazyjnych cenach miejskie grunty. Często idą na to ogromne łapówki ze strony tych firm dla urzędników podejmujących korzystne dla nich decyzje.

Działając przez osiem lat w ruchach lokatorskich, najpierw w Komitecie Obrony Lokatorów (2011), a od pięciu lat Warszawskim Stowarzyszeniu Lokatorów im. Jolanty Brzeskiej stykam się osobiście ze skutkami braku polityki mieszkaniowej. W każdą środę na skłocie „Syrena” znajdującym się w centrum Warszawy członkowie w ramach dyżuru lokatorskiego wraz z prawnikiem służą pomocą warszawskim lokatorom mającym problemy mieszkaniowe. Od 16.30-17.30 można uzyskać pomoc prawną oraz wsparcie w trudnych sprawach. Jak są to poważne problemy nie dające normalnie funkcjonować w życiu przekonałem się sam. Właśnie moje własne perturbacje mieszkaniowe skłoniły mnie do wejścia w ruch lokatorski. Podjąłem dobrą decyzję. Działając z innymi osobami dotkniętymi bezwzględnością wolnego rynku mieszkaniowego oraz reprywatyzacji zrozumiałem, że mój przypadek nie jest odosobniony. Przez lata kłopoty mieszkaniowe moje i mojej mamy przeżywałem wyłącznie sam. Przez to nie mogłem mieć szerszego pojęcia, że wynikają one z błędnej polityki państwa. Politycy zarówno mający rodowód pezetpeerowski jak solidarnościowy w 1989 roku uznali, że siłą Polski będzie od teraz prywatna własność, wolny rynek i indywidualizm. Jestem jedną z ofiar indywidualizmu i egoizmu. Nie tylko ja. Jak powiedział Piotr Ikonowicz z Ruchu Sprawiedliwości Społecznej na spotkaniu sympatyków i członków WSL-u z okazji Międzynarodowego Dnia Lokatorów 5 października 2019 roku, eksmisja oraz brak szansy na mieszkanie jest jednym z ważnych powodów do emigracji z Polski. Zgadzam się z nim w stu procentach. Przez lata mojej działalności w ruchach lokatorskich widzę, że ubóstwo mieszkaniowe dotyka w takim samym stopniu ludzi starszych, co młodych. Rozmawiając z osobami przychodzącymi do nas na dyżur poznaję ich smutne, niekiedy tragiczne historie. Bardzo trudno nie być poruszonym. Wielu ma nam za złe, że blokujemy eksmisje. Zarzuca się nam, że stoimy po stronie „oszustów”, którzy nie chcą płacić za czynsz jak reszta. Nie jest to prawda. Blokada jest powstrzymaniem od stoczenia się na dno zagrożonej eksmisją osobie lub osobom. Eksmisja jest złem, ponieważ stanowi jedyne narzędzie polityki mieszkaniowej w Polsce od 1994 roku. Zblokowanie wejścia komornika do mieszkania lub właściciela ma ochronić lokatora przed znalezieniem się na ulicy, a jednocześnie daje szansę nagłośnienia sprawy oraz działania na rzecz znalezienia innego lokum. Bardzo wiele osób zagrożonych eksmisją wpadła w długi przez przypadki losowe. Są to choroby, utrata pracy, trwałe bezrobocie czy stali się ofiarami oszustwa. Każdemu z nas może stać się krzywda w życiu, ważne jest zaradzić temu. Nie zaś pogrążać tą osobę jeszcze bardziej, fundując jej życie na ulicy. Organizujemy także pikiety dotyczące spraw lokatorskich. Każdego 1 marca w rocznicę zabójstwa działaczki lokatorskiej Jolanty Brzeskiej organizujemy pikietę czy to pod budynkiem Komendy Stołecznej Policji czy siedzibą Prokuratury Generalnej. Chcemy w ten sposób (jako działacze lokatorscy) przypomnieć, że nie wyjaśniono sprawy okoliczności śmierci Jolanty Brzeskiej oraz osądzenia sprawców tej zbrodni z przed prawie dziewięciu laty.

Po tych ośmiu latach patrząc z perspektywy uczestnika ruchów lokatorskich i osoby, która padła ofiarą polityki państwa traktującej mieszkanie jako towar do spekulacji, a nie miejsce do mieszkania, uważam ten czas za wykorzystany pożytecznie. Nie zamknąłem się po traumach trzydziestu lat swojego życia. Postanowiłem wykorzystać swoje doświadczenia w działalności lokatorskiej. Daje mi to siłę i pozwala uporać się z myślami o tym, co było jeszcze nie tak dawno.